Miasteczko Ruislip słynie z gospody Orchard wybudowanej w stylu neoelżbietańskim. Jej białkowane mury pięknie komponują się w połączeniu z ciemnymi balami drewna, które stanowią konstrukcję w formie krzyżaków i podpór. Drzwi i okna posiadają mosiężne okucia. Na parapetach spoczywają donice pelargonii i skrzynki azalii. Wnętrze lokalu jest staroświeckie, a zarazem eleganckie, kwieciste zasłony zwisają niemal do ziemi. Z sali balowej sączy się cicha muzyka i tekst jakiejś piosenki, co świadczy, że gra zespół, posiadający wokalistkę o melancholijnie miękkim głosie, którego barwę można by nazwać atłasowo welwetową.

Restauracja słynie z miłej obsługi i wspaniałej atmosfery. Goście już nie mogą się doczekać na bohatera dnia. Przy barze paru młodych pilotów przygotowuje drinki, na blacie stoją butelki z różnego typu alkoholem. Wreszcie do restauracji wchodzi oczekiwany porucznik Paszkiewicz w towarzystwie majora Krasnodębskiego i kapitana Urbanowicza.

Wszyscy odwracają się w ich stronę, jak na komendę. Podporucznik Łokuciewski wręcza im na przywitanie szklanki z alkoholem. Witold zauważa, że jego drink jest mniejszy i płyn w nim zawarty ma inny odcień. Coś podejrzewa. Podwładni mrugają do niego porozumiewawczo. Wszyscy już mają w rękach swoje porcje używek i są gotowi do toastu. Zumbach informuje Paszkiewicza, krzywiąc się straszliwie:

— To „messerschmitt” dla Ciebie!

— A cóż to za diabelstwo? — Paszko przeraża się, przyglądając się temu, co ma wypić.

— To szkocka, whisky, dżin i trochę innych używek z dolnej półki, plus szczypta pieprzu, podobno dobrze robi na żołądek — informuje poważnie Łokuciewski niczym lekarz zachwalający lekarstwo i dodaje mrugając do kolegów. — Naprawdę, zdrowa rzecz!

— To dla mnie?

— To dla zwycięzcy!

— Przecież wiecie, że ja nie piję alkoholu!

Zalega głucha, wręcz grobowa cisza, nawet zespół jakby przycichł. Koledzy udają powagę. Zumbach wykrzywia twarze, symulując straszny zawód, jaki właśnie go dotknął do żywego. Porucznik Henneberg podchodzi do Paszki i obejmuje go troskliwie ramieniem.

— No co ty, Ludwik? To przecież twoje pierwsze zwycięstwo!

— Chcesz zapeszyć? — grozi Zumbach, udając, że jest przesądny.

— To przecież twój pierwszy Szkop!

— Paszko, nie rób nam tego, musisz to wypić. Taką mamy tradycję — dołącza się Daszewski do chóralnych głosów kolegów.

Na koniec major Krasnodębski poleca stanowczym głosem, unosząc swojego drinka:

— W górę serca!

— Twoje zdrowie! – woła Urbanowicz.

Za ich przykładem idą pozostali, otaczając Ludwika, jakby się bali, że im czmychnie. I rzeczywiście Paszkiewicz rozgląda się po sali, ale wygląda na to, że nie ma takiej możliwości, bo wszystkie drogi ucieczki zostały zasłonięte ciałami kolegów.

— Nie masz wyjścia, abstynencie — woła Ferić, stukając się z nim szklanką.

— Panowie, czy on na pewno jest Polakiem? — woła Zumbach z powagą wypisaną na twarzy i udaje, że się zastanawia.

Pozostali wybuchają śmiechem, bo już dłużej nie mogą się powstrzymywać. Właściciel restauracji nazywa się Ansil, jest wyznania mojżeszowego. Ma na sobie jak zwykle elegancki frak i traktuje gości z ogromnym szacunkiem. Jego babcia pochodziła z Polski i dzięki niej zna język polski. Z całej jego postury promienieje duma, z powodu tego, że może gościć w swoim przybytku myśliwców z Dywizjonu 303. Właśnie niesie tablicę, na której wcześniej było wypisane menu lokalu. Opiera ją o blat baru i coś tłumaczy na ucho Daszewskiemu. Ten potakuje głową ze zrozumieniem i zaczyna coś na niej mazać kredą. Podporucznik Ferić podchodzi do porucznika Paszkiewicza z dziennikiem i grozi mu piórem.

— A po toaście zrobisz wpis do dziennika!

— O ile jeszcze będzie w stanie — drwi Zumbach, który pokazuje, że już go ręka boli od czekania aż się Paszko przemoże i wreszcie wypije.

Daszewski w tym czasie kończy pisać. Podnosi tablicę i wiesza ją na dawnym miejscu obok baru.

Stopień       Nazwisko      Ilość        Typ samolotu   

   por.      L. Paszkiewicz     1               Do-17 

Wszyscy czytają informację o tym, że porucznik Ludwik Paszkiewicz zestrzelił pierwszą niemiecką maszynę na konto Dywizjonu 303. Na sali rozlegają się okrzyki i gratulacje. — Paszko, twoje zdrowie! — Byle tak dalej… 

— Tak trzymaj!

— To nasz odwet!

— Niech żyje dywizjon trzysta trzy!

 

Nie znaleziono produktów spełniających podane kryteria.

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl