— Proszę bardzo, o to moja tajemnicza komnata, zapraszam, proszę się rozgościć.

Beth zapala światło i Josef staje jak wryty. Nie tego się spodziewał. Znajdują się w pomieszczeniu służącym do zmywania naczyń. Na środku stoi duży metalowy stół. W zlewie piętrzą się naczynia kuchenne różnej maści i wielkości oraz szklanki, talerze, talerzyki, półmiski ustawione jedne na drugich, niemal pod sufit. Piękna barmanka podchodzi do kranu i odkręca wodę. Zabiera się do pracy. František, chcąc nie chcąc, wyciera podawane mu naczynia i odstawia je na stół. Co chwila całuje ją w szyję. Beth odgania go, ale robi to bez przekonania, jakby bezwiednie. Zniecierpliwiony Josef odwraca ją do siebie. Umyty talerz spada i rozbija się z trzaskiem na betonowej posadzce. Kochankowie patrzą sobie głęboko w oczy. Zapewne chcieliby powiedzieć, co czują, ale czy są słowa, które oddadzą to, co w nich właśnie narasta. W końcu odnajdują swoje spragnione usta i zatracają się w sobie, długo i głęboko.

Właściciel lokalu zwabiony odgłosem zbitego szkła wchodzi do zmywaka i gdy widzi parę młodych ludzi w niezręcznej sytuacji - jak zwykle wpada w monolog:

— Dzieci, moje drogie dzieci, kochajcie się, korzystajcie z młodości, bo nie wiadomo, co przyniesie kolejny dzień, rozpętała się na świecie ta straszna wojna, bombardują kraj, niszcz stolicę, giną niewinni ludzie, trzeba cieszyć się każdą chwilą, jesteście jeszcze tacy młodzi, tacy młodzi, a przecież ten pilot jutro wystartuje i będzie walczył na śmieć i życie, i może zginąć…

Właściciel lokalu wycofuje się, widząc, że barmanka rozsiada się na metalowym stole, na którym leżą wytarte już blaszane naczynia oraz talerze, szklanki, kieliszki, garnki, salaterki, sztućce i inne wyposażenie kuchenne. Wychodzi na palcach, zamyka cicho drzwi od zmywaka, aby nie zakłócać swoją obecnością tak intymnej chwili.

František rozpina pośpiesznie mundur, parę guzików strzela w powietrze. Beth ściąga sukienkę przez głowę. Dla tych dwojga młodych ludzi świat pochłonięty wojną właśnie przestaje istnieć. W tym momencie liczy się tylko to, co mają w zasięgu swoich dłoni, ust i tego, do czego oboje chcą się pospiesznie dostać, ściągając sobie nawzajem bieliznę. Mężczyzna naciera gwałtownie, atakując upragniony cel jak głodny zwycięstwa myśliwiec. Do jego uszu dociera szept, nie jest w stanie zrozumieć słów, ale gdy małżowina zostaje przygryziona, skupia się na treści.

— Nie śpiesz się tak, mniej szybko, wolniejjjj.

Zwalnia, choć nie jest to dla niego łatwe, z natury swojej nie lubi, kiedy mu się wydaje polecenia, no ale nie ma wyjścia, boi się o ucho. Przez drzwi słychać, co się dzieje na zmywaku. Garnki i talerze spadają, co jakiś czas. Właściciel nie może tego spokojnie słuchać, zatyka sobie uszy, ale to nie pomaga. Podchodzi do baru i wyjmuje butelkę wódki. Polewa do połowy szklanki, ale pod wpływem kolejnego rozbitego naczynia dolewa niemal do pełna. Wypija, wznosząc oczy ku niebu, i mówi, jakby się modlił:

— Mój Dobry Boże, wybacz mi ten brak gospodarności. Wiem, że to, co robię jest niemądre, a wręcz głupie i nieracjonalne. Powinienem przerwać to lekkomyślne marnotrawstwo, ale z drugiej strony, dlaczego mam być zawsze tak praktyczny i rozsądny, mój Dobry Boże, no, dlaczego? Ta strata to mój wkład w tę straszną wojnę. Co znaczy tych parę zniszczonych naczyń, rozbitych talerzy w obliczu po-święcenia tego młodego człowieka, który każdego dnia naraża swoje zdrowie i życie, przecież on to robi także dla mnie…

Trzask rozbitej szklanki nie jest w stanie zagłuszyć odgłosów namiętności kochanków, narastających cyklicznie falami uniesień. Ansil stara się jak może nie słuchać dźwięków dochodzących przez drzwi, ale są zbyt donośne. Mówi do siebie, aby je zagłuszyć:

— Bóg mi świadkiem, to czekanie przed drzwiami nie jest dla mnie łatwe, naprawdę nie jest, ale z drugiej strony tych parę zbitych talerzy i szklanek, pogiętych garnków, cóż to za strata, kiedy każdego dnia bombardują Londyn i człowiek musi się chować jak szczur do piwnicy w obawie o życie i cały swój dobytek, który może stracić w ciągu dosłownie chwili…

Właściciel lokalu traci kolejny talerz, co jest doskonałym pretekstem, aby polać sobie kolejną porcję alkoholu. Wypija ją z ulgą do dna. Zakręca butelkę, bo nagle na zmywaku zalega cisza. Przykłada ucho do drzwi i wzdycha z ulgą, słychać jedynie wzburzone oddechy młodych ludzi. Kochankowie nie mogą uwierzyć, że to nie był sen, że to rzeczywistość, i że mogą jej w każdej chwili od nowa i od nowa doświadczyć, aby do głębi poczuć swoje istnienie. Ich rozpędzone serca powoli wracają do normalnego tempa. No ale, wygląda na to, że Ansil tej nocy nie ucieknie od nieuchronnego kaca. Josef František, ku jego zdziwieniu, nie odpuszcza, jest przecież myśliwcem i nie ma w zwyczaju rezygnować z walki, dopóki w karabinie maszynowym ma jeszcze amunicję. Kobieta tym razem nie ma zamiaru udzielać uwag i kierować mężczyzną, który oczywiście skwapliwie to wykorzystuje. Wreszcie może zaatakować cel tak, jak lubi najbardziej, czyli szybko i zdecydowanie.

Nie znaleziono produktów spełniających podane kryteria.

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl