Rozdział I:

EROTYCZNY KOSZMAR NA WŁASNE ŻYCZENIE

Zmaganie w świecie Cyberarkadii i pierwsza porażka.

Wygasły wulkan wyłania się z morza jak wyszczerbiona korona na głowie olbrzyma zanurzonego w oceanie po czoło zorane bruzdami i zmarszczkami. Na sypkich zboczach wyspy, im niżej tym gęściej, rosną cherlawe krzaki. Ich drobne listki zmieniają kolor z jasno żółtego poprzez pomarańczowy do ciemnej purpury. U podnóża góry teren jest podmokły. Nad bagnami unoszą się pasma mgieł, które porywane wiatrem zahaczają o zjeżone roślinnością wzgórza i snują się wśród skał niczym kobiece zjawy w podartych białych sukniach.

Nagle, w rozbłyskach światła, pojawiają się ludzkie postacie w bojowych, różnokolorowych kombinezonach i już po chwili przedzierają się przez trudny teren w kierunku krateru. Ich śladem podążają ogromne stwory podobne do człekokształtnych skorpionów. Jeden z nich skacze na ofiarę i wbija w nią kolec cieknący trucizną. Człowiek rzuca się w agonii, kopie nogami jak w padaczce i w końcu zamiera. Zaczyna się walka o przetrwanie w świecie pełnym krwiożerczych bestii. Dudnią serie strzałów i co jakiś czas słychać wybuchy granatów, ich odłamki tną powietrze ze świstem rozgrzanego do czerwoności metalu.

Deme, biegaczka numer 12, budzi się z osłupienia. Zdziwienie odbija się na jej przerażonej twarzy. Spodziewała się rajskiej krainy, cudownych miejsc i pięknych krajobrazów, a nie tego, że znajdzie się w czeluściach piekieł i do tego na własne życzenie. Rozgląda się wokół i strach w niej narasta. Droga w kształcie leja zaprasza ją do swojego wnętrza niczym otwarta paszcza jakiejś mięsożernej rośliny, wabiącej ofiary w wilgotną gardziel, pełną resztek niestrawnych gości. Postanawia zająć czymś umysł, aby nie myśleć o tym, co ją może spotkać w tym strasznym świecie. Poprawia kombinezon bojowy, który ściśle opina jej zgrabną sylwetkę. Czuje zimny dreszcz przechodzący przez całe ciało, a wiec na klamrze pasa odnajduje pokrętło sterujące termostatem ubioru ochronnego. Przekręca je o parę stopni do przodu, aby się ogrzać. Zegar kontrolny dzwoni i odlicza:

– Dziesięć… Dziewięć… Osiem…

Na wyświetlaczu są dwa liczniki, które podają ilość zdobytych punktów i odległość do mety. Wskazówka zaczyna działać i po paru obrotach zatrzymuje się, pokazując kierunek do celu. Deme nie ma czasu na dalsze sprawdzanie ubioru ochronnego, a więc przystępuje do kontroli uzbrojenia. Nóż o długim ostrzu pozostawia w uchwycie na udzie. Ściąga z pleców karabin, który pod lunetą ma licznik zużycia amunicji. Rozkłada kolbę i twierdza z ulgą, że jest prosty w obsłudze. Jego działanie zależy od ustawienia przełącznika, który ma cztery opisane pozycje, czyli: zab., poj., ciąg., gran. Nie trudno zgadnąć, że pierwszy zapis informuje o zabezpieczeniu, drugi to ogień pojedynczy, trzeci ciągły, a ostatnia pozycja oznacza granatnik znajdujący się pod lufą. Ustawia broń na strzelanie seriami. Zegar kontrolny sygnalizuje start. – Jeden… Zero…

Biegaczka numer 12 rusza, ale po paru krokach staje. Spoglądając na swoją klatkę piersiową i wpada w osłupienie. Między ramionami rozpychają materiał naprawdę spore piersi. Są wielkości melonów i z przyczyn oczywistych będą przeszkadzać w biegu. Przypomina sobie człowieka, który przeprowadzał instruktaż, a w szczególności jego świdrujące oczka i nieszczery uśmiech. Dziewczyna nie może sobie od-puścić pretensji pod jego adresem:

– Do cholery, kto mi to zrobił? No nie, wyglądam jak mleczna krowa! – żali się z nadzieją, że ją usłyszy koordynator testu.– Co prawda zostałam uprzedzona, że moje pragnienia mogą mieć wpływ na moje wirtualne ciało, ale przecież ja nie mam kompleksów w tym względzie i lubię swoje ma-łe, jędrne piersi, dwójka to całkiem wygodny rozmiar?

– Wyluzuj dwunastka, nie jest tak źle – słyszy w głowie obcy głos, który brutalnie wdziera się w jej umysł. – Właśnie przed chwilą dostałem siarczystą wiązankę od pani, której coś wyrosło między nogamiiii, hiii… A może ty też, chcesz siusiać na stojąco? pyta i dodaje z chichotem. To praktyczniejsze i wygodniejsze, nie trzeba ściągać spodniii, haaahiii…

Kobieta łapie się za krocze. Sprawdza a raczej obmacuje dokładnie intymne miejsce. Na jej twarzy pojawia się błoga ulga, wzdycha:

– Ufff! Jeszcze tego brakuje, żeby mi się coś merdało między nogami i przeszkadzało w biegu…

Wibrujący śmiechu koordynatora powoli cichnie i uświadamia jej, że ma na nią wpływ jakiś zboczony człowieka, który w sposób istotny może wpłynąć na scenariusz tej rozgrywki, a co za tym idzie na jej wynik. Po chwili niepewności Biegaczka numer 12 bierze się w garść i skupia nad tym, co ją otacza. Bezwiednie zwiększyła tępo biegu. Za pomocą pokrętła na pasie zmniejsza temperaturę ubioru ochronnego o parę stopni. Termostat reaguje błyskawicznie, dając przyjemne ochłodzenie. Nagle do jej uszu dociera przenikliwy jazgot dochodzący z góry. Spogląda w niebo.

Na tle ołowianych podstawa chmur szybują ogromne nietoperze. Przechodzą na zniżanie, szukając żeru. Najbliższy nurkuje w jej kierunku i rzyga ogniem w pobliski las. Kobieta chowa się w krzakach i stwierdza ze zgrozą, że to ogromny jaszczur ze skrzydłami nietoperza. Para smoków atakuje jednego z biegaczy, który broni się jak potrafi. Powietrze tną pociski. Jeden ze skrzydlatych jaszczurów zostaje rozerwany przez granat. Drugi łapie ofiarę w szpony i unosi. Człowiek chce się wyrwać, ale zostaje rozerwany na pół i pożarty. Deme nie ma zamiaru marnować czas na przyglądaniu się jak olbrzymi gad pożera ofiarę. Przedziera się w stronę wygasłego wulkanu. Ma na sobie srebrno-granatowy kombinezon. Na butli z powietrzem w kształcie płaskiego plecaka widnieje cyfra 12. Wyciąga długi nóż, którym toruje sobie drogę przez gęste zarośla używając go jakby był maczetą. Szybka kasku jest do połowy otwarta i zasłania oczy niczym przyciemnione okulary. Biegaczka przystaje, aby odpocząć i spogląda na zegar kontrolny, na którym wyświetla się napis: „META - 7563 m”. W tym momencie ogromny jaszczur łapie ją w szpony i z radosnym skrzekiem wzlatuje. Podrzuca ofiarę i chwyta w paszczę. Kobieta orientuje się, ze straciła karabin, widocznie zsunął się z ramienia. Wyciąga nóż. Smok chce zmiażdżyć zdobycz w szczękach, ale Deme dźga go w podniebienie i po dziąsłach

– Nie dam się zeżreć przerośniętej jaszczurce ze skrzydłami, o nie!

Ostrze dostaje się miedzy wielkie zębiska i broń wypada jej z ręki. Smok rozwiera szerzej szczęki i połyka ofiarę w całości. Deme przytomnie zamyka szybkę kasku, co błyskawicznie hermetyzuje kombinezon. Jej ciało przeciska się z trudem przez przełyk i wpada w głąb układu pokarmowego. Zapala lampy, które są umieszczone na ramionach w postaci prostokątnych pagonów. Robi się jaśniej. Znajduje się w żołądku smoka. Niestrawione resztki pływają obok niej i nie wróżą zbyt optymistycznie na przyszłość.

- No to jestem w dupie, a raczej prędzej czy później tam trafię, to musi potrwać i może boleć... Materiał ochronny już zaczyna się odbarwiać… No tak, nie zostało mi dużo czasu, kwasy żołądkowe zaczynają działać. Deme uzmysławia sobie, że to był błąd. Mogła przecież już zginąć zmiażdżona w szczękach potwora i już byłoby po wszystkim, a tak.

– Sam siebie skazałam na cierpienie, mogę oczywiście odhermetyzować kombinezon i utonąć w żrących płynach, ale to również będzie bolesne… I tak źle i tak niedobrze, bądź tu mądra i coś wymyśl…

Biegaczka nr 12 jest zła na siebie, uderza w żylastą ścianę żołądka i zauważa na przedramieniu rękawa uchwyt z uniwersalny scyzorykiem.

– Jak mogła o nim zapomnieć? No tak, nie uważałam na instruktarzu, jak zwykle zresztą, moja wina!

Wyciąga go i rozkłada krótkie ostrze. Tnie powłoki żołądka, które kurczą się i drgają. Natrafia na jakąś grubszą żyłę i krew tryska jak z fontanny. Żołądek dostaje cyklicznych drgawek. Smok dostaje skurczu i zwija skrzydło. Wpada w korkociąg. Wyprowadza nad lasem, ale następuje bolesny skurcz i zahacza nogą o drzewo. Uderza o ziemię, wyhamowuje w krzakach i zastyga w płytkim bagnie. Brzuch gada pęka i wypadają wnętrzności, z których wygrzebuje się Biegaczka numer 12.

– To się nazywa miękkie lądowanie!

Wstaje i usiłuje wyczyść kombinezon z kwasów żołądkowych, ale tylko je rozmazuje po materiale ochronnym. Na szczęście substancja traci właściwość żrące, bo pod wpływem słońca schnie i kruszy się. Deme odsłania szybką kasku, która jest brudna i utrudnia widoczność.

– Myślała gadzina, że się posili, a tu proszę bolesna niespodzianka, trafiła kosa na kamień, a raczej na mnie, a ja jestem niestrawna i nie znoszę wężów! Sprawdza odczyt na zegarze i stwierdza, że jest bliżej mety o tysiąc trzysta parę metrów. – Dzięki za podwózkę przerośnięta jaszczurko ze skrzydłami, to się nazywa szybka jazda bez trzymanki na złamanie karku!

Rusza zgodnie z nakazanym kierunkiem wskazanym przez busolę. Straciła karabin i nóż. Praktycznie jest bezbronna i śmiesznie wygląda ze scyzorykiem w świecie pełnym krwiożerczych bestii. Roślinność jest coraz rzadsza i teren staje się bardziej skalisty. Wulkaniczne opary przeciskają się z sykiem przez szczeliny w postaci strzelistych gejzerów. Bez większych problemów przekracza koronę krateru, z którego rozpościera się bardziej naturalny widok. W odległości paru metrów od siebie zauważa bojowy kombinezon, który nczym wyżęta szmata jest okręcony wokół karabinu. Broń wygląda jakby ją, ktoś przed chwilą wyczyścił do połysku. Podchodzi bliżej i zagląda do kasku. Podchodzi bliżej i zagląda do kasku. Szybka jest roztopiona jakby ktoś wylał na nią kwas. Tylko części metalowe nie uległy uszkodzeniu. Widać również męską głowę, a raczej czaszkę obciągniętą skórą niczym mumia.

– Cholera, coś go wykręciło jak szmatę i wyssało z krwi do ostatniej kropelki….

Deme postanawia odzyskać uzbrojenie, które przecież już nie będzie potrzebne martwemu rywalowi. Zabiera mu nóż i wsadza go w uchwyt na udzie. Karabinek okazuje się sprawny jednak amunicja jest na poziomie minimalnym, no i niestety granatów zostało tylko parę sztuk.

– Trudno, dobre i tyle - stwierdza i przewiesza przez plecy zdobytą broń.

Biegaczka numer 12 omija kolejne przeszkody w postaci przepastnych uskoków i sypkich zboczy. Do jej uszu dociera syk, to ulatnia się gaz ze szczelin w skałach. Uzmysławia sobie, ze może być trujący. Przytomnie zamyka szybkę, która zespala się z dolną częścią kasku, co błyskawicznie hermetyzuje ubiór ochronny. Płaska butla na plecach wpada w delikatne drżenie podczas uruchomienia i zaczyna dostarczać powietrze. Dalsza droga prowadzi ją w kierunku zarośniętego trzciną jeziorka, które z góry wygląda jak zaropiałe oko cyklopa. Zbiega po kamienistym zboczu. Spogląda na zegar kontrolny. Licznik wyświetla wynik.

– Trzy tysięcy dwieście dziewięćdziesiąt cztery punkty stwierdza i przystaje na chwilę, aby odpocząć. To około jednej trzeciej moich zmagań, ale na razie idzie mi całkiem dobrze.

Deme podbiega do jeziorka i wchodzi do wody po kolana. Czyści kombinezon z zaschniętych kwasów żołądkowych i zastygłej gadziej krwi. Oczyszcza szybkę kasku, aby po-prawić widoczność. Nagle coś oślizgłego wyskakuje z wody i atakuje skacząc w jej kierunku. To olbrzymie pijawki Cofa się do tyłu i upada na kamienisty brzegu, obciążona ciężarem. Na szczęście ich paszcze są bezzębne i nie są w stanie przebić się przez materiał ochronny. Biegaczka numer 12 klęka i zabija je po kolei, dźgając nożem w wyłupiaste ślepia dociera do ich mózgów.

– No to sobie troszkę dorobię do wyniku, dostanę po sto punktów od sztuki przelicza w myśli z satysfakcją.

Odrzuca martwe korpusy. Wstaje i zamiera ze zgrozy. Spogląda między nogi. Naprawdę spora pijawka dobrał się do jej krocza. Kobieta chce ją dźgnąć ostrzem, ale bezczelna a raczej bezwstydna paskuda wsysa się mocniej i głębiej, chowa łeb między pośladki, tak, że nawet ślepi nie widać. Pijawka wije się i najwyraźniej nie chce się pogodzić z tym, że nie może zaspokoić głodu.

Deme zmniejsza temperaturą kombinezonu, chce się ochłodzić, bo zrobiło się jej gorąco. Po paru głębokich westchnieniach postanawia to przerwać, bierze się na sposób. Przyklęka i staje olbrzymiej pijawce na ogonie. Następnie podskakuje. Odbija się z całych sił. Słychać głośnie cmokniecie. W pierwszej chwili chce ją zabić, ale rezygnuje i na odchodne żegna się z nią jak z czułym kochankiem, który właśnie wpełza do wody.

– Tobie kochasiu daruję życie, a niech tam, nie można przecież wszystkiego przeliczać na punkty, nie, masz imponującą siłę ssącą?

Biegaczka numer 12 rusza wzdłuż brzegu, aby ominąć jeziorko. Po przebiegnięciu około stu metrów zwraca uwagę na drzewo rosnące na brzegu. Jego długie gałęzie falują w mętnej wodzie. Jeden z konarów ma inny odcień i jest bar-dziej gładki. Przygląda mu się, a gdy orientuje się, że jego ruchy są przeciwne do kierunku wiatru jest już za późno na reakcję. Wężowy kształt formuje się w przerażającą całość, po czym wybucha krzykiem w jej świadomości.

– Uciekaj!!!

Wąż błyskawicznie okręca się wokół jej nogi i wyrwa zdobycz w powietrze.

– Cholera!!!

Ogon z bezwładnym ciałem opada z impetem. Deme uderza ciałem i głową o kamienisty brzeg. Kask amortyzuje wstrząs i dzięki temu nie traci przytomności. Potwór zaczyna wciągać zdobycz do jeziorka. Jego łeb zanurza się cyklicznie w wodzie a długie ciało faluje niczym sinusoida. Oszołomiona kobieta uruchamia karabin, strzela w korpus, jednak pociski odbijają się od twardych łusek. Resztkami sił przełącza broń na granatnik. Stara się trafić w łeb potwora, ale robi to nieudolnie, słabnie i traci siły. Jej ruchy stają się bezwładne. Naciska na cyngiel broni. Niestety detonacje następują zbyt blisko, część ładunków leci w górę i wraca. Najbliższy wy-buch wyrzuca ją w powietrze. W ostatnim przebłysku świadomości zauważa w dali zieloną oaza otoczona wodą niczym fosą. Na jednym ze zboczy wygasłego krateru zalega jakaś osada ogrodzona półokrągłym kamiennym murem.

– Ciekawe, kto mieszka w tej strasznej krainie? Trudno, już się tego nie dowiem, przegrałam tą rozgrywkę…

Nie znaleziono produktów spełniających podane kryteria.

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl