ROZDZIAŁ I

PIERWSZY DZIEŃ DO NIEBA

Z góry to miasto wygląda jak nieregularny stół zastawiony po brzegi potrawami dla wielkoludów. W centralnej części drapacze chmur wyrastają niczym torty, a na rogach zalegają ciastka bloków różnej maści i wielkości, gdzieniegdzie sałatki parków leżą przywiędłe i ogłuszone spalinami wszechobecnych robaczków z kołami zamiast odnóży. I jak to bywa z produktami do spożycia zawsze trafi się coś niestrawnego, to stare kamienice, które zawstydzone swoją nieświeżością chowają się w zaciemnionych zaułkach przytłoczone apartamentami prącymi w kierunku lukrowanego centrum. No, ale wystarczy tych przydługich metafor. W obecnym stanie wszystko kojarzy mi się z jedzeniem, no i jeszcze z czymś, wiadomo, z czym. Tęsknię za tym, czego już nie mogę posmakować, dotknąć, poczuć, … Jestem głodnym duchem i posiadam ciało astralne przenikające materie, ale, po co o tym wspomniałem, no, bo kogo w tych zagonionych czasach obchodzi, co się z nim będzie działo po śmierci... No, kogo? A może ciebie?

O przepraszam muszę kończyć, coś mnie przyciąga w rejon dużego osiedla. Obniżam lot w kierunku jednej z ulic i ląduję na chodniku przy bloku numer 33. Dwie seksowne dziewczyny przechodzą obok mnie. Mają na sobie krótkie spódniczki i barwne koszulki na ramiączkach. Dyskutują zawzięcie ze sobą.

– Kaśka jesteś pewna, że nas przyjmie? – wyraża swoje obawy blondynka o niebieskich oczach i dużym biuście, który nie pasuje do jej szczupłego ciała.

– Anka, ten gość uwielbia małolaty, a ty jesteś taka, taka….

– No jaka?

– Słodka, że tylko palce lizać.

– Kaśka złaź ze mnie!

– Dobrze wiem, o co biega tym prykom, oj wiem – zapewnia brunetka a w jej głosie daje się usłyszeć pewność poparta bezpośrednim doznaniem w tym względzie. – Myślą tylko o jednym, jak się dobrać do naiwnego cielątka i smakować, chrupać, jeść – mówiąc nachyla się coraz bliżej do głowy koleżanki, chce ją ugryźć w ucho, ale chybia.

Ciemnowłosa dziewczyna jest niższa od koleżanki, ma mocniejszą budowę fizyczną i cienką talię, która podkreśla krągłość bioder. Pod wpływem pobudzenia w jej oliwkowych oczach zapalają się iskierki niczym psotne diabełki.

– Ten Tulipan to jakiś zbokol?

– A czy to ma jakieś znaczenie, najważniejsze, że prowadzi rewię erotyczną, w której chcemy pracować.

– Jak się zacznie do mnie dobierać to się zmywam? – oświadcza Anka i obciąga mini spódniczki, która jak na złość wspina się w górę po jej szczupłych biodrach.

- To nie wiesz, co się robi, jak ci facet w majtki łapki wkłada?

– No, co?

– Z kolanka między nogi, tak dla jaj.

Kaśka łapie koleżankę za ramiona i dla zabawy tarmosi ją, symulując kopnięcia w krocze. Rozbawione dziewczyny wpadają do klatki schodowej i nagle poważnieją. Napotykają staruszka, który opierając się o parasolkę sapie jak parowóz i szykuje się na wejście na piętro jakby zdobywał górski szczyt. Na ich widok dziadek rozjaśnia się na pomarszczonej twarzy i zaczyna je lustrować od stóp po głowy, oblizując się przy tym soczyście. Wzdycha i sapie, co dowodzi, że młode kobiety budzą w jego umyśle erotyczne wyobrażenia. Tymczasem panienki nieświadome tego, że są obserwowane rozglądają się po wizytówkach na parterze i mijają starszego pana, który pilnie ogląda ich pośladki uwięzione w ciasnych spódniczkach. Dziewczyny wbiegają na piętro. Staruszek przeciera okulary i kuśtyka za nimi, stopień po stopniu. Zaczyna szeptać do siebie jak katarynka:

– Tyle lat zmarnowanych, tyle lat. A teraz zeżre mnie do reszty ta prostata i dobije leniwy zięć. Ale ze mnie pierdoła, no straszna, straszna. Jeszcze w czasach szkolnych mogłem degustować do woli, tyle miałem wspaniałych ko-leżanek, były takie ciekawe i chętne przeżycia tego pierwszego razu. A Renata, ta z drugiej ławki? Ech! Jakie ona miała włosy kręcone i długie, sięgające aż po te gruszkowate biodra? A Lidka? Ech Lidka i te jej pośladki, drgające jak galareta przy wycieraniu tablicy. A Jola? Ach Jola, ta z ostatniej ławki. Jakie ona piersi duże miała i jak przyjem-nie bujały prowadząc ją do odpowiedzi. Ech, tyle lat zmarnowanych, tyle lat. Co bym dał, aby te czasy wróciły, no i żeby jeszcze mieć ten rozum, co teraz. Oj miałbym, co wspominać, a tak… Tyle lat zmarnowanych, tyle lat. A teraz zeżre mnie do reszty ta prostata i dobije leniwy zięć...

Pozostawiam starszego pana samemu sobie, jak chce niech się dalej gramoli stopień po stopniu i dźwiga umysł ciężki od erotycznych wspomnień. O już jestem na piętrze obok dziewczyn.

– Jestem pewna, że wpadniemy w kłopoty, jak zwykle zresztą, po same uszy – Anka wyraża swoje obawy już po raz kolejny.

– Przestań biadolić i weź się wreszcie w garść, zapomniałaś, po co tu jesteśmy? – upomina ją rozdrażniona Kaśka, która najwyraźniej ma już dość zrzędzenia koleżanki.

– Wiem, po co tu jestem, szukam pracy, bo potrzebuje kasy, kasa, kasa, kasa…

– No właśnie, potrzebujemy kasy!

Na drzwiach jednego z mieszkań wisi reklama z napisem - Rewia Erotyczna „Tulipanki”. Dziewczyny zauważają ją i milkną, podchodząc jakby się skradały.

– Popraw się łajzo – mówi Kaśka i pokazuje na jej mini spódniczkę, której zamek przesunął się nieznacznie w bok.

– Ty też się popraw – obrusza się Anka, odwracając się na pięcie.

– No pukaj.

Anka poprawia się specjalnie powoli, a rozdrażniona Kaśka zagląda pod klamkę, gdzie znajduje się spora dziurka od klucza. Ciekawa dziewczyna zagląda do wnętrza mieszkania. Bezwiednie przeliczam zamki w drzwiach i muszę przyznać, że facet przesadził z zabezpieczeniami różnego typu. Widocznie nie czuje się w tym mieszkaniu bezpiecznie, a być może po prostu boi się włamania.

– I co Kasiek? Co widać? Są jakieś dziewczyny? – Anka trąca koleżankę, która nie daje się odciągnąć od podglądania.

– Chwila! No mówię chwila!

– Kasiek daj luknąć, no nie bądź taka!

Tymczasem na półpiętro dociera zasapany staruszek. Błogi uśmiech rozjaśnia mu twarz i łagodzi siatkę zmarszczek. Ta metamorfoza na jego obliczu jest spowodowana obrazem, jaki roztacza się z miejsca gdzie stoi. Zainteresowany miną staruszka bezwiednie spoglądam z jego punktu odniesienia i rzeczywiście widok jest piękny i nie zamienię go na żaden inny, choćby ten z reklam zagranicznych kurortów. Zresztą wszystkie te dalekie kraje i bajeczne miejsca są w moim zasięgu, gdyż nie chwaląc się potrafię podróżować z prędkością myśli. Stoję sobie obok staruszka i razem obserwujemy a raczej podziwiamy kobiece kształty z jego punktu odniesienia, czyli z dołu, bo jak wspomniałem przystanął na półpiętrze. Kaśka jest nachylona i podgląda przez dziurkę od klucza. Z pod kusej spódniczki wychylają się krągłe pośladki. Dopiero, gdy czarnowłosa dziewczyna nachyla się głębiej stwierdzam, że jednak ma na sobie czerwone stringi. Staruszek wzdycha głęboko, bo go zatkało i bezwiednie wstrzymał oddech. W tym momencie druga panienka przepycha pierwszą i doskakuje do upragnionej dziurki od klucza. Ma na sobie białe, koronkowe majtki i na ten widok staruszek znowu wpada w monolog. Szepcze pod nosem.

– Takie właśnie lubię… Wymyślają stringi, przewiewną bieliznę i po co to? Za moich czasów to się liczyło opakowanie, a im dłużej trwało szukanie pupci tym lepiej. O Bożesz ty mój, jakie były smaczne, kiedy już były uwolnione z tych sukni, gorsetów, pończoch, podwiązek, koronkowych majtek. A jak się niecierpliwie wierciły przy rozpakowaniu… A teraz, co? Wymyślają mini spódniczki i wszystko wyłożone jak na tacy, wystarczy odchylić, gdzie im się wszystkim tak śpieszy, no gdzie? Co za czasy…

Musiałem przyznać, że staruszek ma sporom racji w tym swoim wywodzie, no, ale nie chcąc tracić czasu na wysłuchiwanie kolejnego monologu o gęstym zabarwieniu erotycznym zmieniam miejsce obserwacji. Pojawiam się znowu obok drzwi.

– Kaśka! Teraz ktoś mi mignął, jakaś elegancka kobie-ta.

– Pokaż!

– Pokazywać to sobie możesz swojemu chłopakowi – odcina się z satysfakcją Anka i dla wygody rozstawia szeroko nogi.

W tym momencie dochodzi do mnie jakiś głuchy stukot. Nie trudno mi zgadnąć, co się dzieje i nawet nie oglądam się za siebie.

– Kasiek, co to?

– To nic, nie zawracała sobie tym głowy – oznajmia Kaśka i tłumaczy. – To ten dziadyga upuścił parasolkę, ale sapie...

– No to rusz tyłek i pomóż dziadkowi.

– A co ja jestem, Matka Teresa z Kalkuty?

– Pomóż jak ci mówię.

– No przecież idę, idę.

– No to idź!

Staruszek chwyta pomocną rękę i podtrzymany przez Kaśkę przemieszcza się po schodach, przystając na każdym stopniu. Anka przestaje podglądać i udaje, że czyta wizytówkę. We wnętrzu mieszkania rozlegają się czyjeś kroki. Zaciekawiony tym odgłosem bezwiednie przenikam strukturę drzwi. Zbliżam się do mężczyzny w średnim wieku, który właśnie siada na narożnej kanapie. To zapewne właściciel rewii erotycznej we własnej osobie, czyli Tytus Tulipan, który zwraca się do dziewczyn:

– Zamówień na nasze usługi coraz więcej, jesteście już znane w mieście i nie tylko. Coraz częściej mamy występy na prowincji, gdzie przerabiają budynki po pegeerach na dyskoteki. No, ale każdy ma prawo do dobrej zabawy i dlatego trzeba nieść kaganek oświaty seksualnej w te zabite dechami wsie, gdzie psy dupami szczekają…

Z mojej pobieżnej analizy wynika, że to człowiek po-siadający niewątpliwie temperament pyknika, o czym świadczy spora nadwaga, przylepiony do twarzy błogi uśmiech, pogodne oczka i w ogóle z całej jego postury emanuje zadowolenie. Tulipan z uwielbieniem narcyza gładzi włosy spięte do tyłu w kucyk, który jak mniemam ma mu zapewnić szczęście w seks biznesie i dodać sił witalnych, niczym Samsonowi. No, ale do biblijnego bohatera jest mu daleko, oj bardzo daleko. Mężczyzna ma na sobie dżinsowe spodenki i koszulkę z firmową reklamą w postaci tańczących na rurce dwóch dziewczyny topless i napisu „Tulipanki”. Nosi wysłużone kapcie i co chwila sięga po opasły notes leżący na stole, jakby chciał dokonać kolejnego wpisu gruntującego świetlaną przyszłość jego firmy. Tulipan przysiada się bliżej do dwóch dziewczyn. Trzecia rudowłosa i najzgrabniejsza tańczy na rurce zamontowanej od sufitu do podłogi. Tytus, co jakiś czas udziela instruktarzu:

– Wiewióra na luzie, no mówię ci wyluzuj, i głębiej, no głębiej, niżej, jeszcze niżej...

– A teraz?!

– Może być, ale szerzej, no mówię szerzej!

– Teraz dobrze szefie?

– Może być! Wreszcie złapałaś, o co biega w erotycznym tańcu. To ma być podniecające, a nie piękne.

Osobiście nie zgadzam się z jego uwagą, bo przecież jedno drugiego nie wyklucza, to jest oczywiste, jak dla mnie....

– Wiem, wiem, że to nie balet.

Właściciel rewii erotycznej siedzi na narożnej kanapie niczym indor dumny ze swojego stada, które pielęgnuje i dogląda obmacując bezwiednie kolana siedzących obok pracownic. Dziewczyny nie mogąc tego znieść wstają i ustawiają się naprzeciwko siebie na środku dywanu. Przystępują do walki niczym zapaśniczki.

– Czarna niżej i do parteru, jeszcze mocniej, wykorzystaj swoją masę! Blondii a ty nie daj się dziewczyno, udawaj wysiłek, napnij mięśnie, zaprzyj się… Oooo, o widzisz od razu lepiej, to ma być wiarygodne, co o tym sądzisz Tereso?

– Sądzę, że dziewczyny przed treningiem powinny się rozgrzać, nie chcemy przecież, aby doznały kontuzji, nie?

– Tak oczywiście, przerwa na ćwiczenia rozciągające – oznajmia Tytus.

Zwracam uwagę na elegancką kobietę, która weszła do pokoju. Ewidentnie nie pasuje do tego miejsca, a tym bardziej do towarzystwa. Wygląda na trzydzieści parę lat. Włosy kasztanowe z lekką trwałą, która skręca końcówki loków, ku smukłej szyi. Jest wyniosła i jakby niedostępna a przy tym ma ruchy wyzywające, świadome ciągłej obserwacji, a raczej pożądania. Porusza się płynnie jakby tańczyła w swoim charakterystycznym stylu. Teresa stawia na stole tacę, następnie wykłada na blat dwa piwa i dostawia wysokie szklanki. Przysiada się i obserwuje jak czarnowłosa dziewczyna rozgrzewa kręgosłup wykonując okrężne ruchy biodrami. Blondynka zaczyna ćwiczyć skrętoskłony i informuje właściciela firmy:

– Mój ojciec dostał pracę na kolei!

– Naprawdę, Co ty powiesz? – kpi rudowłosa tancerka w czerwonym, koronkowym stroju, właśnie zafalowała ciałem wzdłuż rurki.

– I tak się zastanawiam, czy nie zrezygnować…

- A co z twoją karierą? – wyraża swoją dezaprobatę właściciel rewii, jego twarz zalewa smutek i ma się wrażenie, że jeszcze chwila i rozpłacze się.

– A co z naszą umową? Dziewczyno nie możesz mi tego zrobić! Słyszysz?!

– Niczego nie podpisywałam...

– A skąd ja teraz znajdę nową zawodniczkę do walki w makaronie? – martwi się Tulipan.

– Blondii, a co ty będziesz robiła, no, co będziesz robiła?

– No nie wiem, jeszcze o tym nie myślałam, ale na pewno coś sobie zajdę lepszego….

– Ależ to będzie strata dla naszej rewii. Mężczyźni cię uwielbiają, oklaskują, wiwatują na twój widok, a te twoje zmagania w makaronie to istny majstersztyk...

– Jacy tam mężczyźni? Pijane świnie i tyle – wtrąca się czarnowłosa dziewczyna i wypina biodra.

Tytus nachyla się do niej i jakby od niechcenia uderza ją w pośladek. Przyznam, że trochę mu pozazdrościłem tej możliwości, tym bardziej, że facet zrobił to bez wyczucia i przyłożenie siły było zbyt duże, przez to efekt bujania mało efektowny. Już wtedy mi podpadł, a ja już tak mam, że jak się do kogoś uprzedzę to ciężko mi zmienić zdanie. Czarnowłosa tancerka nie obrusza z powodu oczywistego molestowania w pracy, a wprost przeciwnie wydaje z siebie przeciągły jęk imitujący orgazm.

– Aaaałaaałałaaa !Ooooo jjjessss!! Oooooo!!!

– Muszę znaleźć sobie stałą pracę, może skończę jakiś kurs, no nie wiem – zastanawia się na głos wysoka blondynka, która siada na rogówce obok mnie. Ma na sobie czarną bieliznę pełną koronkowych i prześwitujących wstawek, akurat w tych miejscach, gdzie materiał powinien zasłaniać intymne miejsca.

– Twój stary upije się i go wyleją z pracy na zbity pysk – rudowłosa wyraża kolejną uszczypliwą uwagę.

– Ty Wiewióra! Czep się swojej rodzinki!

– Bo co?

– Bo wcale nie jest lepsza – ostrzega blondynka i patrzy butnie, czeka na kolejną reprymendę, aby mieć pretekst do ataku, dodaje. – No powiedz jeszcze coś mądrego, no...

– Coś się tak spieniła?

– Mówię jak jest, mam podobną sytuację, i czas dorosnąć a nie tylko głowa w chmurach….

– Ale u mnie będzie inaczej!

– Ale z ciebie optymistka.

– Coś ty powiedziała?!

– Cicho dziewczyny, dajcie spokój – Tulipan próbuje załagodzić napiętą sytuację, ale wygląda na to, że mu brakuje argumentów.

– Jesteście w pracy, a nie na ulicy – dołącza się do upominania Teresa, widocznie drażni ją chamski tok rozmowy zresztą nie tylko ją.

- Sama jesteś optymistka, chuda dupo! – zeźliła się Blondii.

– Cicho! Wiewióra ma rację! Liczy na siebie, a nie na rodziców, jesteś już dużą dziewczynką. Czas dorosnąć – tłumaczy jej Tytus i jednocześnie polewa piwo do strzelistych szklanek. – Twojego ojca nawet koledzy mogą skusić, a potem za przeproszeniem podpierdolić. Takie czasy, jeden drugiego wygryza z roboty.

– Może ktoś cię zauważy jak walczysz – wtrąca bez przekonania Teresa.

Tulipan pociąga ze szklanki spory łyk spienionego alkoholu i wzdycha z ulgą.

– Ufff, tego mi było trzeba…

Przypominam sobie to cudowne doznanie, kiedy złota substancja chłodziła mi gardło i leciała głębiej poprzez przełyk do żołądka, dając rozluźnienie. Wszystko kojarzy mi się z jedzeniem, no i jeszcze ta erotyka i wszystko, co z nią jest związane. No, ale nie będę już nudził, kogo mogą obchodzić pragnienia jakiegoś głodnego ducha, który zamiast szukać świetlistego tunelu tuła się wokół miejsc delikatnie mówiąc podejrzanych.

– Ufff, ale parno – stwierdza obleśny grubasek i rozsiada się bezwstydnie na narożnej kanapie, rozkładając szeroko nogi.

Rzeczywiście na dworze panuje upał, który jest mi zupełnie obojętny. Wieczorna pora powoli wypiera słoneczny i niemal bezchmurny dzień. Otwarte okno balkonowe nie daje im ulgi, szczególnie obficie poci się Tulipan, który co jakiś czas wyciera twarz wilgotną chusteczką. Pomyślałem, że jakbym miał armatkę strażacką to bym zrobił zimny prysznic temu podejrzanemu towarzystwu. Lato rozkwita pogodą. Jeszcze parę dni i zaczną się wakacje, czyli czas rozrywki.

Młodzież jak zwykle zaludnia okoliczne dyskoteki i puby, będą dobrze się bawić i zdrowo popijać. Czasem przesiaduje obok nich i udaje, że mam ciało fizyczne i żyje w świecie materialnym jak kiedyś przed śmiercią. Znowu się nad sobą rozczuliłem, lepiej skupię się na tym, co, dookoła, czyli na opowiadaniu tego, co obserwuję. Brunetka robi efektowny mostek, wystawiając w kierunku siedzących wzgórek łonowy. Właściciel firmy bezwiednie wyciąga rękę do klepnięcia, ale powstrzymuje się widząc karcące spojrzenie Teresy, która wyraża swoją dezaprobatę w sposób dobitny:

– Zostałeś skazany na moje towarzystwo przez właściciela dyskoteki Piekiełko i przypominam ci, że moim zadaniem jest wznieś twój zespół na wyższy poziom artystyczny, dlatego bądź tak uprzejmy i powstrzymaj się od molestowaniem w pracy, przynajmniej w mojej obecności...

– Toleruję twoją obecność tylko, dlatego, że zależy mi na umowie z dyskoteką. Rewia erotyczna to nie szkółka dobrego wychowania! Muszę dziewczyny przyzwyczajać do różnych zachowań klientów, bo czasami trafia się jakaś pijana świnia z lepkimi łapskami i …

– Nie będę tolerowała tej twojej wulgarności, która świadczył o braku profesjonalizmu. Tyle razy już cię upominałam i nie mogę wyplenić tych chamskich nawyków pozostałych jeszcze z czasów, kiedy zaczynałeś karierę w seks biznesie. Podobno pierwszy twój zespół zmontowałeś z ulicznych cichodajek, które akurat nie miały wzięcia.

– Tak, masz rację, to się zaczęło dawno temu i jak widzisz interes ma się dobrze, i z tobą, czy też bez ciebie będzie miał się dobrze, o to możesz być spokojna…

Nagle rozlega się pukanie do drzwi. To mi przypominało o dziewczynach, które gdy je ostatnio widziałem podglądały przez dziurkę od klucza. Teresa rusza w kierunku przedpokoju. Wszyscy odprowadzają ją wzrokiem, a Tulipan woła z nadzieją:

– Może to Jola? Zmądrzała i wróciła do nas? Nie mogę przeboleć tej dziewczyny, tak dużo ją nauczyłem i odeszła bez pożegnania, bez słowa, zresztą nie tylko ona. Odchodzą do jakiegoś klubu, jak mu jest, no?

– Klub kolorowy, a może purpurowy, czy coś takiego – Blondii usiłuje sobie przypomnieć i milknie wystraszona spojrzeniem Tulipana.

- A co ty wiesz o tym klubie?

– Ja? Nic...

– No mów, co wiesz!

– Podobno zajmują się reklamą i promowaniem młodych talentów.

– Ten klub jest w jakimś pałacu – wtrąca tajemniczo Wiewióra i razem z blondynką przysiadają się do Tytusa. –

Macie za krótkie nogi na pałacowe progi i dajcie sobie spokój, u mnie macie pewny chleb, po co wam szukać wrażeń, cholera wie, co to za klub. Przemieszczam się pośpiesznie do Teresy, która właśnie otwiera drzwi. Słychać wystraszony głos.

– Dzień dobry! Można?! – Anka wita się uprzejmie.

Znajome mi dziewczyny stoją przed drzwiami z niepewnymi minami i widząc, że elegancka kobieta robi im wolne przejście wchodzą do mieszkania. Zaczynają się rozglądać po przedpokoju z niezdrową ciekawością.

– My w sprawie pracy – informuje Kaśka i lustruje Teresę, po chwili nie wytrzymując milczenia dodaje.

– My do Tytusa Tulipana właściciela rewii erotycznej Tulipanki.

Nowe kandydatki musiały zrobić dobre wrażenie na eleganckiej kobiecie, bo uśmiecha się ciepło i uprzejmym gestem zaprasza do pokoju.

– Mam na imię Teresa jestem wokalistką i menadżerem artystycznym w dyskotece Piekiełko. Proszę!

– To super, menadżer, to naprawdę coś – Anka przyznaje z zachwytem i podbiega do lustra, aby obciągnąć kusą spódniczkę, które jak zwykle źle się ułożyła na wąskich biodrach.

– Proszę dalej!

– Anka no wchodź, co się tak gramolisz? – Kaśka odciąga koleżankę od lustra i wypycha w głąb mieszkania.

– No idę, idę.

– No to wchodź!

Teresa wprowadza dziewczyny do dużego pokoju. Oj zapomniałem go opisać i nie wiem czy już wspominałem, że lubię zjadliwe metafory. To moja mała słabość. A więc kolorystyka tego pomieszczenia jest delikatnie mówiąc przesłodzona, a przez to tandetna. Od razu rzuca się w oczy stary segment niczym szereg prostokątnych wafli oblanych lukrem w formie politury. W centralnej części regału spoczywa wysłużony telewizor i wygląda niby oblicze sprzedawcy zastygłe w służbowym uniżeniu w stosunku do przeszklonej witrynki, która mieni się niczym galaretka z wypiętą do przodu piersią pełną rodzynek i łakoci w postaci kryształów i różnego rodzaju pamiątek. Po drugiej stronie pokoju zalega kanapa narożna, jak opasły smakosz, który nie może ruszyć się z przejedzenia. Środek pokoju jest wolny, bo rozłożył się na nim dywan, którego kwiecisty wzór stracił na ostrości i nie wiadomo czy ze starości czy z brudu. Na przeciwko otwartych drzwi balkonowych pręży się metaliczna rurka przytwierdzona od podłogi do sufitu. W tym miejscu odbywa się trening tancerki erotycznej. Rudowłosa dziewczyna prezentuje swój kunszt bezwstydności naprzeciwko otwartych na oścież drzwi balkonowych, co niewątpliwie jest oczywistym zaproszeniem dla okolicznych gapiów.

Tulipan wraz z dwiema dziewczynami siedzi rozparty na narożnej kanapie. Na widok wchodzących do pokoju piękności Tulipan wygania siedzące zapaśniczki, które zamiast ćwiczyć ukradkiem upijały mu piwo. Pokazuje im na migi, aby zabrały się do pracy, a gdy się ociągają, upomina je głośno.

– Koniec przerwy! Co to za zbijanie bąków na kanapie szefa?

Pracownice rewii erotycznej wznawiają swój trening. Blondynka z czarnowłosą dziewczyną zwierają się w uścisku symulując zaciętą walkę. Rudowłosa tancerka zaczyna falować wzdłuż swojego smukłego oblubieńca, którego smakuje jakby to była rurka z kremem a nie metalowy pręt. Pracodawca udzielała mechanicznie rad, nie patrząc na ich popisy.

– O tak i na luzie. Głębiej, szerzej. O właśnie, właśnie tak… I niżej! Szpagat! Mocniej, jeszcze mocniej…

Teresa popycha leciutko onieśmielone kandydatki do wnętrza pokoju i przedstawia im właściciela rewii z nutką drwiny, którą tylko ja słyszę w jej głosie.

– A oto pan Tytus Tulipan szef słynnej rewii erotycznej „Tulipanki”. Mistrz tańca erotycznego i łowca nowych talentów!

Mężczyzna wstaje z rogówki na spotkanie podchodzących dziewczyn. Wyciąga rękę i wita się po męsku.

– Tak to ja! Proszę, siadajcie. O tu, obok mnie. Bliżej proszę, ja nie gryzę, a jeżeli nawet to delikatnie.

– Ale wypasiona kanapa – stwierdziła Kaśka i wykonuje parę ruchów biodrami próbując miękkość siedzenia.

Tulipan badawczo obserwuje nowe dziewczyny i zapewne ocenia kandydatki pod względem ich przydatności w rewii erotycznej. Przyjrzałem się dokładnie czarnowłosej dziewczynie. Ma cienką talię jak u osy. Piersi małe, ale przez koszulkę dziobią sutkami, co świadczy o jędrności. Twarz delikatna, a zarazem charakterna, wydatne kości policzki i oczy przymrużone, wyrażające jakiś wewnętrzny, skrywany bunt. Biodra, ach te jej biodra. Są takie, jakie lubię, czyli z mocnym wygięciem, co uwydatnia krągłe pośladki. Kaśka właśnie próbuje pupcią miękkość kanapy, a następnie zakłada nogę na nogę. Tulipan zwraca się do nich z powagą godną profesora.

– Pierwsza sprawa, o jaką muszę zapytać, to ile macie lat dziewczyny?

– Może nie wyglądamy na swój wiek – oznajmia butnie Anka. – Ale w tym roku zrobiłam maturę w liceum i skończyłam dziewiętnaście lat.

Dziewczyna marszczy brwi, jakby chciała sobie dodać parę lat i wygląda na to, że ma kompleksy na tle swojego młodego wyglądu.

– A ja jestem starsza, miałam rok poślizgu i zrobiłam maturę w wieczorówce. Mamy pokazać dowody? – proponuje Kaśka uśmiechając się przy tym drwiąco.

– Nie, nie ma takiej potrzeby, musimy przecież sobie ufać, nie?

– Oczywiście, my panu ufamy, nie Anka?

W miedzy czasie zlustrowałem Ankę, jej typ urody jest jakby jeszcze nie do końca ukształtowany. Jest smukła, delikatna i kobieca. Patrzy naiwnie i niewinnie tymi wystraszonymi oczami, z których można wszystko wyczytać, w tym momencie odbija się w nich niepewność i zakłopotanie. Nosek lekko zadarty, a usta nabrzmiałe jak dojrzała brzoskwinia, którą chce się skosztować. No i do tego piersi okazałe jakby przedwcześnie wybujałe i niepasujące do młodego, niemal dziecięcego wyglądu.

– A jakie są wasze plany na przyszłość? – zagaduje Teresa.

– Startujemy do szkoły filmowej – Kaśka dumnie unosi głowę jakby oczekiwała pochwały za przemyślaną decyzję i dobry wybór.

– To jej ostatni pomysł – dogryza jej Anka.

– Rozumiem wasze artystyczne zapędy, ja na ten przykład w młodości chciałem być muzykiem, podobno mam słuch doskonały…

– Dobrze już dobrze. – Teresa widząc, że Tytus ma zamiar opowiadać o sobie sprowadza rozmowę do poprzedniego wątku.

– Aktorstwo to wielkie wyzwanie i wymaga ogromnego poświęcenia.

– Wiemy i dlatego tutaj jesteśmy – przyznaje Anka. – Chcemy pracować w rewii erotycznej i zdobyć doświadczenie w tańcu współczesnym…

– Chcemy się podobać, bo w komisji egzaminacyjnej są przeważnie mężczyźni, nie?

– Mamy przecież odpowiednie warunki – Anka wypina do przodu klatkę piersiową, pokazując pokaźne atrybuty kobiecości.

No rzeczywiście robią wrażenie, ale nie tylko na mnie. Tulipana zatyka, co powoduje rozkwit wypieków na twarzy. Wyciera spocone czoło i sapie, jakby się czymś zmęczył.

– Nauczymy się tańca erotycznego na rurce – oznajmia Kaśka, wskazując palcem na smukły kształt pręta, wzdłuż, którego trenuje rudowłosa tancerka. Tytus, jakby się ocknął z zamyślenia i proponuje: – Ależ bardzo proszę! Widać od razu, że macie talent. Ja Tytus Tulipan wam to mówię, a mówię, bo mam dużą praktykę w tym względzie, wystarczy mi jedno spojrzenie na kandydatkę, na jej warunki fizyczne, na sposób poruszania i już wiem, lata praktyki.

– Pożyczymy na egzamin tą rurkę i pokażemy, co po-trafimy – żartuje Anka, patrząc z podziwem na dziewczynę, która popisuje się przed nimi wykonując szpagaty poprzeczne. Kaśka chwyta myśl koleżanki i dodaje:

– Jak zatańczymy na egzaminie, to facetom z komisji popękają rozporki!

– Tak, to się da zrobić – przytakuje Tulipan i stara się powstrzymać od wybuchu śmiechu, w końcu kończy walkę z samym sobą nieszczerym uśmiechem.

– To nie wszystko, dla komisji mamy jeszcze coś ekstra – Kaśka ciągnie dalej temat egzaminów wstępnych do szkoły aktorskiej.

– Będziemy deklamowały wiersze turpistyczne – przyznaje Anka, tłumacząc. – Nie wiem, dlaczego tak się brzydko nazywają, ale są takie jakieś...

– Inne niż te szkolne rymowanki – wtrąca Kaśka nie mogąc się doczekać, aż koleżanka skończy swój wywód. – To wiersze jakiegoś nieznanego autora. Sama nie wiem jak się znalazłam w posiadaniu tego tomiku…

– To, co? Jak rozumiem, chcecie je zaprezentować? – zaciekawia się Teresa.

Oczywiście doskonale wiem, co to takiego wiersze turpistyczne z racji tego, że sam za życia napisałem ich kilkanaście. Ta nazwa pochodzi od łacińskiego słowa turpis - czyli brzydki. Ten współczesny kierunek charakteryzuje się buntem przeciwko wzniosłej a wręcz przesłodzonej poezji, a jej twórcy pisali o rzeczach przyziemnych i nie szczędzili określeń, które w ogólnym pojęciu są brzydkie, wulgarne, a nawet nieprzyzwoite.

– Możemy je powiedzieć – decyduje Kaśka.

– Zaprezentujemy swoje aktorskie zdolności – przytakuje Anka i uśmiecha się do eleganckiej kobiety, która mruga przychylnie, aby dodać im odwagi.

– Jeśli oczywiście nie są przydługie – wtrąca swoje obawy Tytus, co wywołuje aprobatę wśród trenujących dziewczyn, które rozbawione coś mówią po cichu do siebie.

Teresa patrzy ze złością na Tulipana, który najwyraźniej walczy ze sobą, aby jeszcze coś dodać. Spodziewałem się usłyszeć jakąś uszczypliwą uwagę i nie pomyliłem się.

– No i nie o truposzach – oznajmia właściciel firmy Tulipanki, po czym dodaje polubownie widząc, że na twarzach nowych kandydatek zastyga zakłopotanie. – No dawajcie, bez obaw, nikt się śmiać nie będzie. Tu sami swoi, nie dziewczyny? – zwraca się do pracownic, które w odpowiedzi wybuchają gromkim śmiechem.

Anka z Kaśką zaczynają nieśmiało:

 

 

A może i ty, w te smutne dni,

masz chęć zacząć wszystko od nowa,

jak najszybciej i jeszcze szybciej, skosztować coś nowego.

Tak wielu ludzi mijam bez słowa dobrego.

 

Tyle zim, wiosen, pogodnych dni i jesieni,

z których będziemy rozliczeni,

bo zbyt wielu z nas przesypia swój czas

przegapia swój dobry czas…

 

A może i ty w te zajęte dni,

masz chęć uciec na koniec świata.

jak najdalej i jeszcze dalej, poznać czegoś dalekiego….

Tyle dookoła miejsc bez śladu mojego.

 

Tyle zim, wiosen, pogodnych dni i jesieni,

z których będziemy rozliczeni,

bo zbyt wielu z nas przesypia swój czas

przegapia swój dobry czas…

 

A może i ty w te nerwowe dni,

masz chęć dać komuś w twarz,

jak najmocniej i jeszcze mocniej, poczuć czegoś mocnego…

Tak na pobudkę, dla zmartwychwstania jego.

 

Tyle zim, wiosen, pogodnych dni i jesieni,

z których będziemy rozliczeni….

 

A może i ty w te duchowe dni,

Masz chęć zabrać kogoś w drogę

jak najgłębiej i jeszcze głębiej,

doznać czegoś głęboko...

Tak wielu z nas przesypia coś cennego.

 

Tyle zim, wiosen, pogodnych dni i jesieni,

z których będziemy rozliczeni…

 

Tulipan z głupią minę mruga ukradkiem do Teresy. A ja wreszcie zrozumiałem, dlaczego zostałem przyciągnięty w pobliże tych właśnie dziewczyn. To był mój tekst, który napisałem w młodości, dawno temu, a o których już zapomniałem.

Tytus, aby przerwać krępujące milczenie wyciąga z barku małe pakunki. Rozdaje zawiniątka z miną, jakby to były łakocie dla dzieci.

– To kostiumy!

– Dla nas! – dziwi się Kaśka, ściskając z podniecenia koleżankę.

– To prezent od firmy na dobry początek naszej współpracy – oznajmia Teresa i spogląda wymownie na właściciela firmy, u którego ta rozrzutna propozycja wywołuje grymas niezadowolenie, nie jest w stanie ukryć rozdrażnienia.

– Naprawdę! Na zawsze? – Anka jest zaskoczona.

– Jak was przyjmę do pracy to te kostiumy będą wasze, bo będziecie w nich występować, są własnością firmy – przyznaje Tulipan. – No zakładajcie! Zobaczymy jak na was leżą.

– Ale odlotowe – stwierdza Kaśka, która już otwarła swój pakunek.

– To najmodniejsze w tym sezonie bikini! – informuje Tytus, jakby chodziło o kreacje z renomowanej firmy i niecierpliwymi gestami ponagla je. – Przebierzcie się szybciutko w łazience...

– Już teraz, po co? – zastanawia się Anka.

– Pocą to się nogi nocą – żartuje Tulipan i widząc, że nikt się nie śmieje dodaje już poważanie – Tereso pomóż tym artystkom.

Elegancka kobieta ujmuje kandydatki za ręce i pociąga za sobą w kierunku łazienki. Dziewczyny ze śmiechem wbiegają do przedpokoju, a ja razem z nimi. Mam już dość towarzystwa Tulipana. Kaśka wpycha do łazienki koleżankę

Łazienka okazuje się być standard. Stara glazura i terakota zaśniedziała od wilgoci, gdzieniegdzie już puszcza, o czym świadczy wykruszona fuga i pęknięcia płytek w kształcie pajęczyny. Wanna i umywalka już nie mówiąc o muszli klozetowej są wyeksploatowane do granic wytrzymałości politury. Pełne rdzawych zacieków, jakby chorowały na przewlekłą chorobę wrzodową, od dawna nękającą układy rur ciągnących się kilometrami we wnętrznościach bloku. Przestarzała pralka stoi w kącie i sądząc po tym, co obok niej leży nie była używana od dawna. Okrągłe lustro oświetlone kulistą lampką ukazuje trzy kobiece postacie.

Nie znaleziono produktów spełniających podane kryteria.

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl