Pierwszy post 115
Pierwszy post

Wielu czytelników pytało mnie, czy są w tej książce wątki romansowo - erotyczne?

Oczywiście, główny bohater poznaje korespondentkę wojenną, która dostaje zadanie zrobienia paru wywiadów z polskimi pilotami, ale i inni myśliwcy przeżywają romanse, bo w mojej powieści są młodymi ludźmi z krwi i kości, których los rzucił w te wojenne czasy… Stali się sławni w bitwie o Anglię i trudno im się dziwić, że korzystali z życia.

Pozwoliłem sobie opisać ich sercowe podboje, ale zrobiłem to w sposób subtelny i pełen erotyki poetyckiej. Poniżej umieszczę parę fragmentów, aby czytelnik sam określił dopuszczalny wiek czytelnika, bo często zdarza się, że Ktoś kupuje książkę w prezencie….

  

FAGMENT ROZMOWY WITOLDA Z EMELLY:

Emelly odchodzi i już z daleka macha do Urbanowicza, który rozmawia z Zumbachem i Ferićiem, stojących obok budynku koszarowego. Młodzi piloci, gdy zauważają reporterkę, zachowują się jak uczniowie złapani na psocie. Pośpiesznie rozchodzą się. Witold wyciąga rękę na powitanie, ale o dziwo korespondentka wojenna omija go, blefując brak zainteresowania. Nagle odwraca się i zwraca się do niego z wyrzutem:

— Pewnie już o mnie zapomniałeś?

— Emelly, przecież wiesz, co do Ciebie czuję, tęskniłem, dużo myślałem o tobie i czekałem, czekałem…

— Zrobiłam już parę wywiadów i jestem pełna obaw o nasz związek…

— Ależ Emelly…

— Straszni z was kobieciarze…

— W naszym kraju szanujemy i uwielbiamy kobiety, dlaczego w Anglii miałoby być inaczej?

— Słyszałam, że jesteście romantyczni.

— Polska słynie z dobrych poetów…

Kobieta podchodzi bliżej do Witolda i ciągnie dalej rozpoczęty wątek, patrząc mu głęboko w oczy:

— Podobno Angielki nie są w stanie oprzeć się polskim pilotom, czy to prawda?

— Tak mówią, ale czy to prawda?— odpowiada wymijająco i ucieka z oczami jakby miał coś na sumieniu.

— Dochodzi do tego, że angielscy piloci doszywają sobie polskie emblematy, aby mieć większe powodzenie….

— To niezgodne z regulaminem.

— Uczą się mówić ze złym akcentem. — Reporterka naśladuje ich złą wymowę. — I amm Polishh awiatoor. Pleasee hawee drink with mee. I amm very lonly. Przyznaj Witoldzie, że to fajnie brzmi.

— To rzeczywiście bardzo romantyczne.

— Jestem ciekawa, czy dowódca eskadry słynnego już Trzysta Trzeciego Dywizjonu jest równie skuteczny jak jego podwładni w podbojach kobiecych serc?

— Chciałbym cię, moja Emelly, porwać tam wysoko w chmury i jeszcze wyżej nad nie. Tam, gdzie zawsze jest słoneczna pogoda i niebo ma odcień granatu, a u stóp kłębią się obłoki niczym powietrzne fale. Wiatr je rozbija o daleki, zamglony horyzont, człowiek za ten widok jest w stanie oddać duszę…

Reporterka stara się ukryć zainteresowanie, ale pod wpływem słów Urbanowicza jej głos zmienia się na cieplejszy i głębszy. Podchodzi jeszcze bliżej do rozmówcy.

— No nie wiem, mam oddać swoją duszę? Jestem do niej bardzo przywiązana, Witoldzie…

— Chociaż na jakiś czas, jestem przekonany, że przyniesie mi szczęście w kolejnych starciach z wrogiem na śmierć i życie…

— Skoro moja dusza ma ci pomóc w walce z wrogiem i polecieć do nieba, to oczywiście oddam ją bez żalu. Może dzięki temu i ja będę miała udział w kolejnych twoich zwycięstwach…

— Emelly, ja nie chcę twojej duszy porywać na zawsze.

— No myślę…

— Chcę ją przechować pod sercem do następnego spotkania, będzie na Ciebie czekała, co wieczór w restauracji Orchard.

— Sprawdzę, czy była pod dobrą opieką, Witoldzie.

— Taką mam właśnie nadzieję, Emelly…

— To do zobaczenia…

Urbanowicz macha na pożegnanie i obserwuje ją z podziwem. Mówi do siebie bezwiednie:

— Uwielbiam inteligentne kobiety…

Emelly odchodzi, kręcąc niby bezwiednie biodrami, które wprawiają w cykliczny ruch pośladki opięte w służbową spódniczką. Jeszcze odwraca się aby sprawdzić, czy ją Witold obserwuje. Po upewnieniu się, że nie spuszcza z niej wzroku, macha na pożegnanie. Kieruje się do samochodu i jednocześnie robi kolejne zdjęcia już z innej, dalszej perspektywy.

Kobieta mija budynek z charakterystycznym czerwonym znakiem krzyża, gdzieś tu na parkingu zostawiła auto. Nagle staje jakby sobie coś przypomniała. Szyby w budynku ambulatorium są zamalowane do połowy. Podskakuje, aby zobaczyć, co się dzieje w środku, ale to jej nie wystarcza. Idzie wzdłuż okien i znajduje miejsce, gdzie zeskrobano warstwę białej farby. Rozgląda się, jakby się wstydziła swojego zachowania, a po upewnieniu, że jest sama, zagląda do wnętrza pokoju zabiegowego, oblizując spieczone usta.

Dziewczyna w pokoju ambulatorium jest już bez munduru i ma na sobie tylko biały kitel. Stoi przed lustrem i podpina włosy, układając je w koka. Zakłada na szyję słuchawki lekarskie, wygląda na to, że zaraz przystąpi do zabiegów medycznych.

— Czy pacjent gotowy do badania? — kieruje słowa do mężczyzny siedzącego na kozetce, który odpina górę od munduru.

— Jestem prawie gotowy, ale mówiąc szczerze już wyrosłem z tych zabaw w lekarza...

— Mój drogi pacjencie jesteś w ambulatorium i tu ja dowodzę…

— Ale…

— Proszę się przygotować do badania i nie dyskutować, to nie jest miejsce pobożnych życzeń, żołnierzu. Pielęgniarka kończy wypowiedź jakby wydawała rozkaz i dodaje do siebie ciszej:

— Uwielbiałam te zabawy w lekarza.

Młody pilot ściąga olimpijkę, koszulę zdziera z ciała przez szyję i siada na kozetkę tylko w spodniach. Lekarka podchodzi, kołysząc biodrami, i siada obok, zakładając nogę na nogę. Rozpięcie białego kitla pogłębia się. Kładzie dłoń na umięśnionym ramieniu i zmienia mu pozycję na leżącą. Mężczyzna poddaje się. Następuje badanie serca i oddechu po lewej stronie klatki piersiowej. Lekarka nasłuchuje z uwagą.

— To chyba migotanie komór, spokojnie żołnierzu, bo za chwilę serce ci wyskoczy z klatki piersiowej….

— Trudno mi się opanować i zachować spokój…

— Głupio umrzeć na zawał w czasie wojny…

— Proszę o reanimację, siostro ratuj, usta, usta, proszę szybciej, ja umieram!

— Nie jestem siostrą!

— Przepraszam pani doktor.

— Zaraz, spokojnie, ależ z Ciebie niecierpliwy pacjent.

Mężczyzna zsuwa się z kozetki. Odchyla jej biały kitel i zachłannie lustruje ciało kochanki. Skupia się na jej klatce piersiowej. Pocałunki stają się coraz intensywniejsze i kobieta porzuca zabawy w lekarza. Wygląda na to, że podczas badania doprowadziła kochanka do granic wytrzymałości. Młody pilot już nie może czekać. Jest niczym spragniony podróżnik wędrujący przez pustynię, który wreszcie znalazł słodką wodę. Teraz zatrzymuje się na chwilę, wystraszony, że widzi fatamorganę, a nie realne źródło znajdujące się w pobliżu… Sprawdza i w końcu pewny, że to, co ma w zasięgu rąk i ust, jest realne, a ciało, które tuli, jest z krwi i kości, zaspokaja pragnienie dające ulgę... Drobna dziewczyna odnajduje w sobie jakąś ukrytą siłę i odnosi o głowę wyższego mężczyznę. Rzuca go z łatwością na kozetkę. Wskakuje umiejętnie na męskie biodra i wreszcie dopuszcza kochanka do upragnionego źródła. Jej namiętność jest już teraz rwącą rzeką, cyklicznie wpada w jej nurt i wynurza się by chwytać haustami powietrze. Kochanek łapie w dłonie rozbujane piersi, które są niczym dwa białe gołębie. Nie jest w stanie okiełznać ich tańca i trzepotu, ciągle się uwalniają, dziobiąc go w dłonie coraz mocniej. Uwalnia je, aby bujały po niebie, bo jest w niebie, a raczej właśnie do niego dochodzi. Krzyczy, a jego bolesne odgłosy doganiają inne, bardziej subtelne i mieszają się ze sobą. Jeszcze moment, parę nieokiełzanych ruchów i ich ciała zostaną wyrzucone na brzeg ukojenia.

Emelly odskakuje od szyby. Odgłosy namiętności są słyszalne nawet przez okno ambulatorium. Przez dłuższą chwilę stoi przed oknem, walcząc z samą sobą, aby ponownie nie przylgnąć policzkiem do szklanej powierzchni w miejscu zdartej farby. Chłodzi się notatnikiem, wachlując nim przy rozgrzanych do czerwoności policzkach. Gdy dochodzi do siebie, odnajduje na parkingu samochód i wsiada pospiesznie. Rusza z piskiem opon jakby chciała jak najszybciej opuścić to miejsce. Jej wychowanie i duma nie pozwala wrócić do Witolda i przycisnąć go mocno do siebie, choć ma na to wielką ochotę. Jest już teraz pewna, że niebawem odwiedzi tego interesującego mężczyznę, który ją tak fascynuje.

— Coś w tych polskich pilotach rzeczywiście jest, że normalnie dech zapiera!

 

 

 

czytaj całość »
do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl